Rokulian nie powstał jako pomysł na firmę.
Powstał znacznie wcześniej — w praktyce, przy pracy u klientów.
Przez lata część z nas spotykała się w tych samych miejscach, choć formalnie pracowaliśmy w różnych firmach. Jeden przychodził z ramienia serwisu, inny od sieci, ktoś od oprogramowania, ktoś od sprzętu. U kolejnych klientów pojawiały się te same twarze albo nowe osoby z innych zespołów. Z czasem zaczęliśmy się znać, wiedzieć, z kim współpracuje się dobrze, a gdzie pojawiają się trudności.
Różne firmy, różne polityki i różne interesy sprawiały, że optymalne rozwiązanie bywało blokowane. Nie dlatego, że było złe, ale dlatego, że „się nie opłacało”, „nie mieściło się w zakresie” albo „źle wyglądało wizerunkowo”. Zdarzało się, że najlepszym wyjściem było poproszenie o pomoc kogoś z zewnątrz — i właśnie wtedy pojawiały się opory. Jakby przyznanie, że ktoś inny zrobi coś lepiej, było porażką.
Dla nas nie było w tym nic wstydliwego.
Z czasem okazało się, że takie podejście pozwala nawiązać kontakt z fachowcami z innych firm, których nigdy byśmy nie poznali, gdybyśmy próbowali robić wszystko sami. To naturalnie zwiększało nasze możliwości i otwierało nowe drogi rozwiązywania problemów.
Powoli zaczęła się tworzyć przestrzeń pomiędzy firmami — nieformalna, oparta na zaufaniu i zdrowym rozsądku. Dogadywaliśmy się jako ludzie, a nie jako działy czy marki. Tak, aby każda ze stron mogła to zaakceptować, ale przede wszystkim po to, żeby klient dostał rozwiązanie, które naprawdę ma sens.
W pewnym momencie stało się jasne, że w niektórych sytuacjach stoimy bardziej po stronie klienta niż po stronie firmy — choć w rzeczywistości staliśmy po stronie racji. Jeden z nas stawał się pomostem do odpowiednika w jednej firmie, inny do kolejnej. Zaczęła budować się sieć techników łącząca różne firmy i różne wizje, ale kierująca je w jednym wspólnym celu.
To były początki wizji, która absolutnie nie miała być firmą.
To były początki Rokuliana.
Nie jako kolejnej firmy oferującej „swoje usługi”, ale jako łącznika — a może bardziej arbitra. Łączenie tego świata zajęło lata i niejednokrotnie narażaliśmy własne stanowiska. Z czasem jednak zaczęły nas bronić wyniki. Być może w pojedynczych projektach oznaczało to mniejszy przychód, ale zdecydowanie większy spokój i lepsze efekty końcowe.
W końcu w rozmowach zaczęło się pojawiać „Wy”. Osoby z różnych firm zaczęły być postrzegane jako osobny zespół — taki, który nie koliduje z polityką pracodawców, a jednocześnie skutecznie rozwiązuje problemy.
Rokulian nie jest jedną osobą ani jedną firmą. To raczej idea — może mało efektowna marketingowo, może niepasująca do wielkich sloganów, ale w praktyce bardzo skuteczna w określonych obszarach. Chodzi o promowanie dobrego sposobu rozwiązywania problemów, a nie marki czy ego.
Z punktu widzenia formalnego Rokulian to jednoosobowa działalność. Z punktu widzenia możliwości — to suma doświadczeń wielu osób, lat współpracy, kontaktów i zaufania pomiędzy różnymi podmiotami.
Dzięki najmłodszemu z nas Rokulian dostał w końcu swoje „ciało” i przestał być czymś nieokreślonym. Po raz pierwszy blisko trzydzieści lat doświadczeń, przygód, nauki, zwycięstw i porażek mają jedną nazwę.
Czas pokaże, dokąd zaprowadzi nas kolejne trzydzieści lat.
Skąd nazwa Rokulian?
To pytanie pojawia się częściej, niż się spodziewaliśmy.
Nazwa Rokulian nie ma związku z technologią, sieciami ani skrótami. Nie jest też akronimem ani nazwą marketingową. To imię psa, który był bardzo ważny dla jednego z nas.
Rokulian był odważny, skromny i nienarzucający się. Zawsze obecny, zawsze czujny, bardzo opiekuńczy wobec swojej rodziny. Odszedł w czasie, gdy to, co dziś nazywamy Rokulianem, zaczynało nabierać realnych kształtów.
Ta nazwa została z nami, bo dobrze oddaje sposób, w jaki chcemy pracować. Bez rozgłosu, bez potrzeby dominowania, ale z odpowiedzialnością i uważnością na to, co dzieje się wokół.
Nic więcej. I dokładnie tyle, ile trzeba.

